[...] Odwróciłam głowę.
- Nie jestem osobą, której powinno się dziękować - oznajmiłam, zakładając włosy za ucho. Czułam na sobie wzrok Jeremy' ego, ale to zignorowałam.
- Dlaczego? To dzięki Tobie wyszedłem stamtąd, to dzięki Tobie się po raz pierwszy od długiego czasu uśmiechnąłem - zauważył Jeremy. Westchnęłam, znikając.
- Nie jestem dobrym człowiekiem. Nie jestem człowiekiem - wymamrotałam. - I dlatego nie możesz mi dziękować.
- Co to znaczy? - zmarszczył czoło. Poczułam ucisk na sercu.
- Muszę iść - pstryknęłam palcami. Jeremy pojawił się dla widoku innych, a ja uniosłam się w powietrze, jednocześnie się nim stając. Świeży powiew pchnął mnie w stronę więzienia. Pozwoliłam mu się nieść. Zatrzymałam się w jednej z cel, gdzie dwójka dziewczyn planowała ucieczkę. Wysłuchałam całej ich rozmowy. Zła taktyka, pomyślałam, nie uciekniecie stąd w ten sposób. Nie powiedziałam tego, bo nie czułam takiej potrzeby. Przeniosłam się do innej celi, w której zastałam mrożącą krew w żyłach scenę. Z beznamiętnym wyrazem twarzy obserwowałam jak strażnik uderza głową bezbronnej więźniarki o ścianę. Słyszałam trzask łamanych kości gdy kopnął ją jak psa leżącego na podłodze. Ja nadal pozostałam niewzruszona. Przyjrzałam się strażnikowi, który po pobiciu dziewczyny, ściągnął jej spodnie i rozpiął rozporek swoich. Chwycił ją za biodra i wepchnął się brutalnie między jej pośladki. Zapamiętałam twarz strażnika i przeniosłam się do innego pomieszczenia.
(...) Wszyscy już dawno siedzieli zamknięci w swoich celach. Przepłynęłam jako zjawa przez ścianę i zaczęłam krążyć po korytarzach, szukając gwałciciela, którego dzisiaj widziałam. Spał u siebie w wygodnym pokoju. Zniknęłam całkowicie. Chwyciłam stojące na podłodze krzesło i cisnęłam je w ścianę, rozwalając je. Strażnik momentalnie się obudził.
- Co do chole.. - podniósł się i chwycił za nabity ostrą amunicją pistolet. Podeszłam do wysokiej, stojącej lampy. Strażnik krzyknął z przerażeniem gdy rozbiłam ją tuż nad jego głową. Zaczął na oślep strzelać, gdyż mnie nie widział ani nie wyczuwał. Gdy trafiał we mnie, kule sprawiały co prawda ból, ale przelatywały dalej. Nie był w stanie zabić kogoś, kto nie ma ciała i serca. Strażnik bezsilnie strzelał. W pewnym momencie kopnęłam z półobrotu w pistolet, który trzymał. Na jego nieszczęście, pistolet strzelał nadal. Dwie kule wbiły mu się w szyję i wkoło rozprysła krew. Strażnik zaczął charczeć, walcząc z zalewającą go krwią. Pół godziny stałam i patrzyłam jak umiera w męczarniach.
- Oczyszczony z win - powiedziałam na chwilę przed tym jak wyzionął ducha. Potem wróciłam do swojej podróży po innych celach.
(Jeremy?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz