Słysząc słowa Damiena spojrzałam na niego. Miał racje, nie wiem ile osób tu jest, ale za każdym razem biorą nas. Zaczęłam się wyrywać rażąc jednego strażnika prądem.
- Uspokójcie ją. - usłyszałam polecenie naukowca, więc szybko się schyliłam unikając strzałek.
Damien poszedł za moim przykładem i też zaczął walczyć. Złapałam go za rękę i pociągnęłam z powrotem na dach. Zamknęliśmy klapę i cofnęliśmy się do barierek. Wyjrzałam przez nie.
- Co teraz? - spytałam.
Damien spojrzał na mnie z troską i objąłem mnie przyciągając do siebie.
- Nie pozwolę im cię skrzywdzić, nie dziś. Ufasz mi?
- Zawsze.
W tym momencie strażnicy dostali się na dach i ruszyli w naszym kierunku. Damien wyskoczył ze mną przez dach, a ja zamknęłam oczy nie chcąc widzieć jak upadamy. Byłam przygotowana już na zderzenie z ziemią, jednak to nie nadeszło. Podniosłam głowę otwierając oczy i zobaczyłam, ze lecimy. Damien miał skrzydła.
- Twoja anielska strona. - wyszeptałam.
- Tak.
- Są piękne. - powiedziałam patrząc na skrzydła.
(Damien?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz