Spojrzałem przestraszony na dziewczynę, a pantera zaczęła warczeć.
Sam nie wiedziałem co robić, co w ogóle teraz tutaj robić.
Zaczniemy uciekać zaczną strzelać, zostaniemy , oberwie nam się w laboratorium.
Spojrzałem z żalem na Cataleyę i tylko pocałowałem ją szybko.
-Damien co ty chcesz zrobić?-szepnęła przerażona
-Wybacz mi-powiedziałem do moich oczu napłynęły łzy.
Szybkim ruchem przywołałem silne wiatry,które zaczęły unosić Cataleyę i panterę śnieżną.
Dziewczyna szybko chwyciła się mojej ręki i spojrzała na mnie.
-Damien!-krzyknęła
-Będziesz bezpieczna......-powiedziałem
Puściłem dziewczynę, a ona odleciała wraz z wiatrem.
Cały czas wmawiałem sobie,że będzie bezpieczna, że jej nie znajdą.
Że z nią będzie wszystko w porządku i nic jej nie zrobią i nikt się do niej nie zbliży.
Po chwili usłyszałem krzyki, odwróciłem się i zobaczyłem strażników.
-Tam jest!-krzyknął naukowiec
Nagle z całego tłumu wybiegł rozwścieczony Gloss, szybkim ruchem wbił mi sztylet w brzuch.
Skuliłem się w pół,a on zaśmiał się i spojrzał mi w oczy.
-Ładnie to tak uciekać?!-warknął
-Gloss!-krzyknął naukowiec
Wyciągnąłem sztylet z brzucha, super to samo miejsce co ostatnio kula.
-Nie myśl sobie,że nie znajdziemy twojej paniusi-powiedział strażnik i odszedł.
Reszta zabrała mnie z powrotem do więzienia i zaprowadzili do laboratorium.
(Cataleya?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz